Spływa po kapeluszu, po grzbiecie, po nogach? — Prawda. Nie pomyślałem o tym. Lecz przecież wędrując na południe uniknie się tych niedogodności. Nawet tu, w Kolorado, zim prawie nie ma, a deszcze należą do rzadkości. Dalszy ciąg uwag na temat aury Kolorado przerwało pojawienie się kelnera z zamówionymi potrawami i bochenkiem chleba. Jedli, popijając piwem, a w miarę jak opróżniały się talerze, zapełniała się sala.-Lekki szmer głosów przeszedł w gwar, smugi dymu z fajek i cygar poczęły kondensować się w siną mgiełkę wokół kloszów lamp. — Harper ma głowę na karku — stwierdził nieoczekiwanie Marshall, gdy ostatni kęs parówki zniknął w jego ustach. — Co za Harper? — zdziwił się Bede. — No... Martin Harper, właściciel tego lokalu. — Ach, ten. Rozmawiałem z nim wszystkiego' dwa razy, i bardzo krótko. Więc go nie znam. — Proszę sobie wyobrazić, iż zaczął od małego kraniku z warzywami. Później miał sklepik, ciemną dziurkę z pieczywem, masłem, mlekiem i jajkami Sklepik był ciasny, lecz towar pierwszorzędny i tańszy niż u konkurentów.
Sidebar

Menu