Greeley było w tamtych czasach okropną dziurą, za to okolica... Gdy się spojrzało ku zachodowi, wzrok napotykał bezkresne płaszczyzny, prawdziwe morze falujących traw. W czystym jak kryształ powietrzu ostro rysowały się wyniosłe grzbiety najbliższego pasma Gór Skalistych, zwanego Front Range, a za nim jeszcze wyższy szczyt Longs Peak. Panna Bird kochała się w komach, lubiła jeździć, lecz jazda sposobem damskim przyprawiała ją o dotkliwe bóle krzyża. Nabyła więc tureckie szarawary, aby móc siedzieć okrakiem. Na tych szarawarach, spadających na buty śmiesznymi falbankami, nosiła spódnicę, aby nie razić ani męskich, ani kobiecych oczu, W Greeley jednak próżno usiłowała nabyć wierzchowi ca. Ruszyła więc na północny zachód, do Collins, wozem przypadkowo wracającym w tamte strony. Z Collins, jak pisała do mej ciotki, „melancholijny młodzian" zawiózł ją powozikiem poprzez prerię do Namaua i dalej, podążając aż do kanionu rzeki Big Thompson. Tam przekazał ją Tomaszowi Chalmers, mieszkającemu w pobliżu.
Sidebar

Menu