— Lecz nie o tym mieliśmy mówić, a o pewnej pani, która przed laty wędrowała po Kolorado, od samej północy prawie po samo południe tego kraju. Piękny to kraj. Bede nie potrafił powstrzymać się od niechętnego ', pomruku. Dla niego nie mógł być pięknym kraj, w którym stracił i to, co z sobą przywiózł, i to, co tu znalazł. — Nie uważa pan, że Kolorado obfituje we wspaniałe krajobrazy? — Spędziłem tu kilka miesięcy na ciężkiej harówce i na podziwianie przyrody nie miałem ani czasu, ani chęci. — Bywa i tak, bywa i tak — zgodził się księgowy. — Praca może być przyjemnością, ale równocześnie iluż to wrażeń nas pozbawia? No, ale to tylko takie teoretyczne rozważania, przejdźmy do spraw mojej dziwnej podróżniczki. Izabela Bird — Niech pan sobie wyobrazi osobę, której wzrost nie przekraczał pięciu stóp, raczej przysadzistą niż szczupłą, o twarzy nie większej od pięści dorosłego mężczyzny, o wielkich, smutnych oczach. Tak ją ujrzałem po raz pierwszy i równocześnie po raz ostatni, ale wrażenie przetrwało po dziś, a obraz nie zatarł się w mej pamięci.
Sidebar

Menu