Chodźmy. Przecisnęli się przez rozbawiony, rozgadany tłum gości aż ku schodom. Pusto tu było i półmroczne. Półmrok panował w słabo oświetlonym korytarzu, zupełna ciemność w pokoju Marshalla. Bede zatrzymał się na progu, póki gospodarz nie zapalił naftowej lampy. W smugach jej żółtego blasku dostrzegł wnętrze pokoju bliźniaczo podobne do tego, który sam zajmował. Różnica polegała jedynie na dwu wielkich, obitych skórą fotelach. Nie było ich w pokoju Bedego. — Proszę się rozgościć. Za chwilę chłopak przyniesie nam wszystko co potrzebne dla miłego spędzenia wieczoru, a tymczasem... Marshall sięgnął do szufladki nocnego stolika i wydobył brązowe drewniane pudełko. Otworzył i postawił przed gościem. — Niech pan spróbuje. Uważam, że są niezłe. A może pan nie pali cygar? Pali pan? To świetnie. Ja przepadam za cygarami. Proszę nie obgryzać, tu leżą nożyczki, a tu popielniczka. Rozsiadł się w sąsiednim fotelu. — Przyjemnie tak odpoczywać w ciszy. Ustawiczny gwar bardzo mnie męczy, pewnie dlatego, że tyle godzin spędzam w zatłoczonych wagonach.
Sidebar