— I tak, i nie. Gdyby miał godnego zaufania wspólnika, udzielilibyśmy kredytu. Samego Harpera bardzo by to obciążyło, mogłyby z tego wyniknąć kłopoty. Niech pan to sobie rozważy. Oczywiście, ja do niczego nie namawiam. Po prostu tak mi zaświtało w głowie. Bede przestraszył się tej propozycji. Groziła nie przewidzianymi komplikacjami, mogącymi doprowadzić do publicznego ujawnienia zawartości woreczka. To dopiero byłby skandal! Odparł szybko: — Nic się nie znam na młynarstwie, a poza tym nie pragnę tak ostatecznie wiązać się z Goodyear. — Jak pan uważa, drogi panie. Jak pan uważa. To była z mej strony jedynie sugestia. Nie mówmy o tym więcej. Wie pan... myślę o pani Harper, przypomina mi nieco inną, równie dzielną kobietę, którą poznałem i o której zadziwiających przygodach bardzo szczegółowo opowiadała moja bliska krewna. Pana, jako amatora wędrówek, powinna zainteresować historia jej życia. Ona również nie potrafiła długo usiedzieć w jednym miejscu. — Kobiety raczej są domatorkami — zauważył Bede.
Sidebar