— Nawet takie, które w młodych latach uciekają z rodzicielskiego domu. Później im to przechodzi. — Całkowicie się z tym zgadzam. Moja znajoma była dziwnym wyjątkiem. — Widocznie należała do pewnej, nielicznej zresztą, kategorii pań zjawiających się w co elegantszych saloonach, zwłaszcza w okolicach, gdzie odkryto złoto. Lecz i takie najczęściej kończą na małżeństwie. — Wiem, wiem. Jednak ta, o której wspomniałem, była i jest osobą jak najbardziej zasługującą na szacunek. Dbała aż do przesady o swe dobre imię. Chc6 pan o niej posłuchać? Godzina jeszcze wczesna... — Chętnie. — Wobec tego... — pomachał ręką kelnerowi krzątającemu się w pobliżu. — Dwie podwójne whisky i dwie flaszki wody. Ale nie tu. Niech pan przyśle chłopca do mego pokoju i zapisze na rachunek. — Oczywiście — skłonił się kelner. — Pana również Ha rachunek — zwrócił się do Bedego. — Szef mi tak polecił. — Doskonale. Marshall podniósł się zza stołu. — Zapraszam pana do siebie — powiedział. — Zbyt tu gwarno i zbyt dużo dymu, nieprawdaż?
Sidebar